AdKontekst

niedziela, 8 maja 2011

Koniec spekulacji na surowcach, kiedy przyjdzie czas na waluty?

„Ale upadł” - tak można określić – parafrazując słowa znanego ostatnio powiedzonka – to, co w ostatnich dniach wydarzyło się na giełdach surowcowych. Nie ma się co czarować – w ostatnich dniach na giełdach surowcowych nastąpił ewidentny krach. Krach, którego należało się spodziewać i który wszyscy przepowiadali od momentu, kiedy złoto przekroczyło cenę 1000 dolarów za uncję, a było to ponad półtorej roku temu. Od tego czasu złoto zdążyło wprawdzie osiągnąć ceną 1500 dolarów za uncję, ale przepowiadany krach w końcu nastąpił. Można powiedzieć – i całe szczęście, bo ile można płacić za coraz droższe paliwo?



Oczywiście znajdą się i tacy, którzy powiedzą, że ostatnie spadki to tylko korekta wcześniejszych wzrostów, ale ja w to za bardzo nie wierzę. Spadek cen najważniejszych surowców był znaczący (poniżej zamieszczam wykresy), a w przypadku srebra osiągnął 25% w ciągu zaledwie kilku dni, a wszystko to stało się bez jakiegoś wyraźnego powodu. Żadną nowością i żadnym powodem nie były kiepskie informacje płynące z amerykańskiej gospodarki, która od kilku lat ledwo zipie i jakoś nie może się podnieść, jednak pomimo słabych danych płynących z tej wciąż największej gospodarki świata do tej pory nie przeszkadzało to surowcom rosnąć bez końca ustanawiając coraz to nowsze rekordy cenowe. Nagle – ni stąd, ni zowąd – ceny spadły. Oczywiście następnego dnia po tych drastycznych spadkach nastąpiło niewielkie odbicie, ale i tak jest ono niewielkie w stosunku do spadów, które wcześniej nastąpiły. W historii giełdy coś takiego ewidentnie nazywa się krachem, pęknięciem bańki spekulacyjnej, która była niemiłosiernie napompowana.





To samo dzieje się walutami – spekulacje na dwóch światowych walutach tj. franku szwajcarskim i jenie japońskim trwają w najlepsze. O ile jen japoński jest dla nas dość abstrakcyjną walutą, o tyle frank szwajcarski jako waluta, w której wielu z nas ma kredyty jest nam bardzo bliski. Niemniej – w celu pokazania, że na walutach trwa spekulacja, która nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek zdarzeniami gospodarczymi – wrócę do jena. Zgodnie z wszelkimi prawami ekonomii, w sytuacji, gdy coś złego dzieje się w gospodarce danego kraju waluta tego kraju powinna tracić na wartości (innymi słowy – powinna się osłabić względem innych walut), tymczasem w Japonii po ostatnim trzęsieniu ziemi, tsunami waluta zamiast się osłabić – jeszcze bardziej się umocniła. Jest to irracjonalne. Tak samo irracjonalne jest zachowanie franka szwajcarskiego wobec innych walut światowych w ciągu ostatniego roku. Chciałem już zaryzykować twierdzenie, że obecny poziom kursu EUR/CHF wynoszący ok.1,3000 zamiast dotychczasowego 1,5000 jest nowym stanem równowagi, który pokazuje, jak słabą walutą jest euro, ale ta teoria się nie broni, ponieważ frank szwajcarski w ciągu ostatniego roku umocnił się względem wszystkich najważniejszych walut, tj. euro, dolara, funta, a nawet względem jena japońskiego, który przecież już też się umocnił względem wszystkich innych walut, a nie tylko względem wcześniej wspomnianego euro. Można zatem przewidywać, że w jakiejś nieokreślonej przyszłości zarówno jen japoński jak i frank szwajcarski osłabią się z takim samym hukiem i tak samo nagle, jak ostatnio surowce.




W swoim artykule z dn. 15.04.2011 r. pt. „Kiedy kurs franka spadnie” pospieszyłem się z oceną bieżącej sytuacji dotyczącej osłabiania się franka. Napisałem w nim jednak, że najbliższe dni będą kluczowe i pokażą, czy frank spadnie względem euro poniżej poziomu 1,2900, czy nie. Okazało się, że spadł i dalej zaczął się umacniać osiągając w piątek (6.05.2011 r.) poziom 1,2590. W całej tej sytuacji pocieszającym jest jeden fakt – potencjał dalszego umacniania się franka chyba już się wyczerpał, gdyż kolejne poziomy wsparcia są na coraz wyższych kwotowaniach pary walutowej EUR/CHF – dno było na poziomie 1,2420, później było na poziomie 1,2530, a teraz jest na poziomie 1,2590. Pewnego dnia spekulanci dojdą do wniosku, że na franku nie da się już więcej zarobić, bo nie chce się dalej umacniać i postanowią go sprzedać. Hurtem. I wtedy frank radykalnie się osłabi. Powstaje jedynie pytanie postawione w tytule tego artykułu – kiedy to nastąpi?

Jeżeli ten artykuł okazał się w jakiś sposób pomocny i skorzystałeś z informacji w nim zawartych, albo nawet nie skorzystałeś, ale chcesz nas wesprzeć finansowo, to złóż datek na tacę :-) wysyłając przelew na numer: 39 1050 1634 1000 0007 0108 5905 wpisując odbiorcę przelewu Sławomir Wojciechowski, a w tytule przelewu – co chcesz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz