AdKontekst

środa, 1 czerwca 2011

Sztywny kurs franka szwajcarskiego na Węgrzech

Przedwczoraj węgierski rząd podjął decyzję o wprowadzeniu nowego, maksymalnego kursu franka szwajcarskiego dla osób spłacających kredyty hipoteczne w tej walucie. Kurs ten został ustalony na maksymalnym poziomie wynoszącym 180 forintów za franka (to jest ok. 2,66 zł za franka). To rewelacyjna wiadomość dla posiadaczy kredytów we frankach! Niestety, ale na Węgrzech, a nie w Polsce. Oto kolejny przykład państwa, które myśli o swoich obywatelach i bierze na siebie część ryzyka związanego z zaciąganiem kredytów walutowych i problemów, które obecnie powstały w związku z lawinowo rosnącym kursem franka. Węgierskie państwo dobrze wie, że jeżeli kurs franka szybko nie spadnie, to wkrótce problemy będzie mieć cała gospodarka, banki, a nie tylko pojedyncze osoby, które zaciągnęły kredyty walutowe.




A co robi nasze Państwo? Waldi z Warszawy głosi jedynie, że chce zlikwidować spread-y walutowe i nakazać bankom, aby spłaty kredytów dokonywane były po średnim kursie NBP, a nie po kursie sprzedaży banków komercyjnych, co i tak niewiele zmienia, bo nadal kurs franka jest bardzo wysoki. A ponadto dookoła słyszymy o najważniejszych problemach państwa – kto znajdzie się na „jedynce” na liście wyborczej PO w Poznaniu, Gdańsku czy w Warszawie, kto przeszedł z SLD do PO, kto został wyrzucony z PO itd. Dodatkowo słyszymy wypowiedzi prezesa NBP, który mądrzy się mówiąc, że: „teraz Polacy wiedzą, dlaczego należy zaciągać kredyty w złotówkach”. I mówi to człowiek, który jest zamieszany w aferę „PZU” i „Eureko”! Bezczelność i kpina naszych rządzących ze społeczeństwa nie zna granic!

Nasz rząd nie robi NIC, aby ulżyć kredytobiorcom (nawet w obliczu nadchodzącej kampanii wyborczej), a przecież to przez ich działania społeczeństwo zostało niejako zmuszone do zaciągania kredytów walutowych (więcej o tym piszę w artykule „Dlaczego Polacy biorą kredyty w walutach” z dn. 13.02.2011 r.). Dodatkowo nasz (nie)rząd raczy nas podwyżkami podatków, akcyzy, coraz wyższą składką na służbę zdrowia, ale też utrudnia dostęp do służby zdrowia, likwiduje program budowy dróg i zabiera nam pieniądze z OFE. To wszystko się już kwalifikuje do wyjścia na ulice – za komuny podwyżka cen cukru była już wystarczającym powodem do strajków generalnych, a dzisiaj?



P.S. Czy po tych słowach i po tym artykule mam się już spodziewać wizyty smutnych panów w czarnych garniturach z różnych trzyliterowych agend rządowych oraz zamknięcia tej strony?

Jeżeli ten artykuł okazał się w jakiś sposób pomocny i skorzystałeś z informacji w nim zawartych, albo nawet nie skorzystałeś, ale chcesz nas wesprzeć finansowo, to złóż datek na tacę :-) wysyłając przelew na numer: 39 1050 1634 1000 0007 0108 5905 wpisując odbiorcę przelewu Sławomir Wojciechowski, a w tytule przelewu – co chcesz.






9 komentarzy:

  1. Tia ciekawe kto twoim zdaniem powinien dopłacać do tych kredytów. Niema noc za darmo. A jak ktoś liczył tylko na niskie o procentowanie nie biorąc pod uwagę ryzyka kursowego to jego strata. A po za tym gdyby wprowadzić tego typu regulacje wszystkie osoby, które ze względu na ryzyko kursowe wybrały droższy kredyt w złotówkach zostały by oszukane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezależny ekspert finansowy1 czerwca 2011 15:55

    Oczywiście masz rację, ryzyko kursowe należy uwzględniać zaciągając kredyty walutowe, ale sytuacja, która ma miejsce z frankiem w ostatnim czasie nie była do przewidzenia przez nikogo. Problem z frankiem nie dotyczy tylko pojedyńczych osób, ale za chwilę może dotknąć całej gospodarki i wtedy dopiero będzie problem, dlatego Węgrzy chcą go uniknąć. Rząd Węgier to widzi, nasz rząd nic nie widzi.
    Cały czas jednak piszę na tym blogu, że każda spekulacja kiedyś się kończy (na franku też się kiedyś skończy), a im coś bardziej i szybciej idzie do góry, to tym szybciej potem spada.

    OdpowiedzUsuń
  3. Paraboliczne wzrosty zazwyczaj są sygnałem głębokiej korekty, kótra następuje po wyczerpaniu diagonalnej - patrz srebro, ale w przypadku CHF nie mamy do czynienia z parabolicznym wzrostem a trendem wzrostowym i z tego, co widać w AT liczyć na szybkie odwrócenie trendu nie można. To wszystko widać w AT.

    OdpowiedzUsuń
  4. w AT widać trend, w AT widać również klin, w AT widać... AT nie jest nauką ścisłą, to w dużej mierze zgadywanka; jak sama nazwa mówi, to analiza czyli wróżenie przyszłości z poszukiwania podobieństw w przeszłości; nie ma jednoznacznych sygnałów, a interpretacja takich "jednoznaczności" zależy od tego, jak bardzo chce ktoś zaklinać rzeczywistość, na którą nie ma wpływu: frankodawcy zaklinają spadek (nawet o 24%, bo takie jest ponoć przeszacowanie), frankospekulanci zaklinają trwanie trendu, a tak naprawdę to czekamy na ruch ze strony tych, którzy skupili (może skupują nadal) franka w dużej ilości; w końcu coś musi być już na tyle osłabione, że warto tym teraz zacząć spekulować?

    OdpowiedzUsuń
  5. Niezależny ekspert finansowy6 czerwca 2011 10:56

    Dokładnie tak, cieszę się, że ktoś podziela mój pogląd. Ja też próbowałem zrobić na tym blogu analizę techniczną i okazała się funta kłaków warta, wolę się trzymać fundamentów, czyli przyczyn takiego umacniania się franka. Żaden ruch na rynkach finansowych (czy paraboliczny, czy liniowy) nie trwa wiecznie i kiedyś następuje zmiana trendu. W przypadku franka jest tylko pytanie - nie "czy", ale: "kiedy"? Zauważcie, że rząd Węgier zdecydował się na ustalenie kursu franka na do forinta na poziomie 1 EUR = 1,5 CHF, więc można podejrzewać, że rząd węgierski wie więcej na temat spekulacji na franku, niż ja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem ciekaw, czy zadałeś sobie pytanie jakie wady niesie za sobą system sztywnego kursu walutowego. Widać, nie masz za wiele pojęcia, myślałem, że dowiem się czegoś ciekawego na temat finansów a tutaj jak zwykle jednostronna krytyka rządu. Co do AT, jestem ciekaw jak za pomocą AF jesteś w stanie precyzyjnie wyznaczać poziomy cenowe przy tak wielu czynnikach, które są już uwzględnione w cenach. Pozdrawiam. Cyclist

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezależny ekspert finansowy13 lipca 2011 13:25

    Jakie wady? Konieczność dopłacania do kursu walutowego, konieczność zwrotu różnicy w jakiejś przyszłości - wszystko zależy od prawnych uregulowań dotyczących "zamrożenia" kursu. Jeżeli znasz jeszcze inne wady, to proszę bardzo - wymień je. Trzeba też zwrócić uwagę na konsekwencje, jakie mogą wyniknąć z nic-nierobienia i co może być dalej, jeżeli kurs będzie rósł. A krytyka rządu jest jak najbardziej uzasadniona - istotna likwidacja OFE, wzrost VAT-u, rozrost administracji - można długo wymieniać. Analizę techniczną w przypadku franka można włożyć do szuflady, przyczyny jego umacniania są zupełnie inne i niezwiązane z analizą techniczną. Ta przyczyna nazywa się "spekulacją", a dla uzasadnienia tej przyczyny idealnie nadają się ostatnie zawirowania wokół strefy euro.

    OdpowiedzUsuń
  8. Spekulacja to czynnik psychologiczne, nie mające nic wspólnego z analizą fundamentalną. A kolejne wady: skoro jesteś takim socjalistą to np. nierówność traktowania obywateli- przecież są też kredytobiorcy zadłużeni w innych walutach np. w euro (zamroźmy także kurs euro/pln), a dopłacanie do kursu walutowego to z budżetu, a budżet to podatnicy, wzrost zadłużenia państwa (a z tym walczymy). Pozdrawiam Cyclist

    OdpowiedzUsuń
  9. Niezależny ekspert finansowy14 lipca 2011 11:09

    Za socjalistę się nie uważam, ale z dzikim kapitalizmem, w którym pompuje się puste, drukowane przez np. FED pieniądze w spekulacje, które destabilizują gospodarki wpędzając je w kolejne, niepotrzebne kryzysy też się nie zgadzam. Co do EURO - był już moment, że jego kurs dochodził do 5 zł, ale było to krótkotrwałe, a z frankiem sytuacja trwa już dość długo. Ponadto oprócz wad wynikających z zamrożenia kursu weź pod uwagę ewentualne inne zagrożenia dla gospodarki, jeżeli okaże się, że część kredytobiorców okaże się niewypłacalna. Które koszty są dla podatników wyższe?

    OdpowiedzUsuń